Space Oddity

Van Life jest ostatnio tak modny, że moje unikatowe marzenie stało się marzeniem połowy populacji 
Ziemi (tak sądzę, bo nawet kochany Volkswagen zrobił nowy model kampera).  

Kiedy jako nastolatka mówiłam, że chciałabym mieć ogórka (VwT2) przerobionego na kampera,
ludzie pukali się w czoło. No bo jak to, spać w aucie? I gdzie bym się kompała? A jakby ktoś mnie
okradł w nocy jak śpię? A gdzie bym ugotowała sobie wodę na herbatę? Oczywiście podróżowanie
z namiotem nie było niczym dziwnym, ale bus? Czyste szaleństwo! 


Teraz z kolei, kiedy opowiadam o tym jak podróżujemy z chłopakiem, słyszę “Oja! Super! To jest takie
fantastyczne! Też tak chcę! A macie makramę?”. 

I chyba wolałam pukanie się w głowę…


Oczywiście cudownie jest patrzeć jak stajemy się pokoleniem nomadów, vagabondów i flaneurów
ale teraz nie czuję, że to coś tak wyjątkowego jak kiedyś.


Nasz Kosmos, czyli dumne VwT4 z 1995 roku to najlepsze autko świata! Kupiliśmy go nad polskim
morzem w pierwszy dzień wiosny - najlepsza data na taką decyzję!


Do tej pory udało się nam nim pojechać na kilka małych, weekendowych wycieczek oraz w jedna,
trzy tygodniową Wielką Podróż po Dolnym Śląsku.


I po tych 21 dniach w podróży dowiedzieliśmy się trzech rzeczy:


  1. Chcemy więcej!

  2. Chociaż jest to dom, nie trzeba go wykańczać wewnątrz na 100%, żeby dało się mieszkać.

  3. Współczesne życie jest przereklamowane!


Chcemy więcej podróży Kosmosem! 


Oboje lubimy zwiedzać, być w nowych miejscach i poznawać nowe rzeczy. Podróżowanie vanem
daje niesamowicie wiele swobody w wyborze miejsc, w których się zatrzymamy. Zawsze mamy gdzie
spać, gdzie zjeść i gdzie się odświeżyć. Nie musimy spieszyć się rano, żeby zdążyć się wymeldować
z pokoju ani obawiać o to, że wieczorem nie znajdziemy wolnego hotelu. 


Nasze życie odrobinkę zwolniło, ale mimo to robiliśmy codziennie niesamowicie wiele! W trakcie
wycieczki żadne z nas nie pracowało, więc całe dnie poświęcaliśmy na zwiedzanie. Przejechaliśmy
w sumie 1300 km i odwiedziliśmy 44 lokacje. Byliśmy na dwóch festiwalach muzycznych, a ostatni
weekend spędziliśmy ze znajomymi nad Jeziorem Srebrnym.


Dolny Śląsk okazał się bogaty nie tylko w piękne widoki, ciekawe miejscowości i tajemnicze urbexy.
Spotkaliśmy wielu przemiłych i pomocnych ludzi! Nie było miejsca, w którym czuliśmy się intruzami
czy nie na swoim miejscu, a każda zapytana o pomoc czy drogę osoba chętnie nam odpowiadała.
Poznaliśmy historię kilku miejsc właśnie z ust mieszkańców - takich historii nie ma w przewodnikach!
I chociaż nie mrożą krwi w żyłach ani nie zadziwiają mnogością znanych z historii bohaterów,
to są dla nas ciekawsze, bo dotykają prawdziwego, współczesnego życia w danym miejscu. 


Najpierw zwiedzaj potem buduj.


Każdy kto kupuje vana zaczyna od wykończenia wnętrza. Pianki, kleje, maty, ocieplenie, wygłuszenie,
panele, kafelki, listwy, cięcie, mocowanie, zbijanie, malowanie… Budowa domu zajmuje kilka ciężkich
miesięcy, a pomysły na to jak ma wyglądać wnętrze znajdowane są na Pintereście czy Instagramie.
Ale jak się ma to do rzeczywistość? Często nijak. 


Korzystając z gotowych rozwiązań dostajemy szybki projekt zagospodarowania małej przestrzeni,
ale czy będzie to dopasowane do indywidualnych potrzeb? Szczerze wątpię. 


Nasze początkowe pomysły w zupełności by się nie sprawdziły, ale o tym dowiedzieliśmy się
mieszkając w vanie. W trakcie wyjazdu sprawdziliśmy czego nam brakuje, a co się nie sprawdza.
Zrobiliśmy zabudowę, którą łatwo zdemontować dlatego po przyjeździe poprawiliśmy  wielkość stołu,
uchwyty w szafce i skrzyniach oraz dodaliśmy jedną półkę. Jeszcze jedna jest w planach, 

ale to po dociepleniu auta. 


Tak, jeździliśmy praktycznie ‘na surowo’. Nie mamy profesjonalnego ocieplenia całego auta, jedynie
boki i podłoga wyłożone są styropianem i zakryte panelami. Plusem takiego minimalistycznego
rozwiązania jest to, że nie mamy w aucie sauny, a przy podłodze jest na tyle chłodno, że spokojnie
trzymaliśmy tam część jedzenia, a woda była zawsze zimna. Oczywiście to wyjście sprawdza się kiedy
jest ciepło. Jesienią i wczesną wiosną pojeździmy na krótkie wycieczki i sprawdzimy, jak mocno trzeba
docieplić vana. 


Życie to coś więcej niż...


Dostęp do internetu, bieżącej i ciepłej wody, lodówki, pralki, elektryczności - wszystko to jest absolutnie
NIEZBĘDNE, żeby normalnie/godnie żyć. Tak się może wydawać do czasu, aż zamieszkasz w aucie. 


Nagle okazuje się, że zimna woda w baniaku to nic strasznego, a mycie się w misce jest tak samo
dobre jak prysznic. Że zakupy można spokojnie robić co drugi dzień i bez lodówki da się zjeść normalny
obiad. Prąd nie jest tak potrzebny w ciągu dnia, jeśli spędzamy go na dworze. A ubrania można szybko
przeprać w misce (chociaż faktycznie akurat niektóre plamy wymagają bardzo ciepłej wody). 


Życie w vanie jest po prostu prostsze. 


Nie twierdzę, że udogodnienia, które mamy w domach są czymś złym, ale uświadomiłam sobie bez ilu
tych dodatków dałoby się żyć. I ta świadomość jest dla mnie radosna. W jakiś dziwny, niesprecyzowany
sposób. 


Teraz zostaje nam obojgu znaleźć pracę, która pozwoli nam na podróże,
i do 60tki zwiedzimy cały Świat! 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Uwierz w siebie, to dobry początek!